Uczelnie

Oprócz tłumaczeń artykułów i monografii z poszczególnych dziedzin nauki (przede wszystkim prawniczych, historycznych, filozoficznych i lingwistycznych) miałem okazję tłumaczyć teksty związane z działalnością uczelni — nadawaniem tytułów i stopni, udzielaniem i rozliczaniem grantów, zatrudnianiem badaczy, organizacją konferencji i obchodów rocznicowych, współpracą międzynarodową — a także różnymi sytuacjami spornymi na tym tle.

Nierzadko zdarzało się, że w poszczególnych latach działalności moimi głównymi klientami byli uczeni — nie tyle uczelnie, co właśnie sami uczeni, choć oczywiście afiliowani i najczęściej korzystający z uczelnianego finansowania. Nie należą do rzadkości okresy, w których zleceń od profesorów prawa jest więcej niż zleceń z kancelarii prawnych, a ogólnie zleceń uczelnianych więcej niż zleceń z firm.

Siłą rzeczy najwięcej jest zleceń dotyczących publikacji prawniczych. Osobie, która skończyła studia doktoranckie z nauk prawnych (choć bez złożenia pracy i nadania stopnia), a na co dzień tłumaczy głównie teksty prawnicze, która się tym interesuje, niewątpliwie łatwiej jest zajmować się tymi tekstami niż komuś, kto robi to, bo musi, nie mówiąc już o osiągnięciu właściwego efektu.

Specyfika tłumaczeń prawniczych jest taka, że już nawet te odrobinę specjalistyczne, na poziomie dla prawnika podstawowym („już student drugiego roku wie, że”), dla laika bywają nie do przejścia. Tymczasem w artykułach i monografiach pojawiają się rozważania na poziomie czasem niedostępnym również dla większości prawników. Tu potrzeba tłumacza, który będzie w stanie za autorem nadążyć. Tę lukę staram się zapełnić.

Oprócz prawników i przedstawicieli nauk pokrewnych tłumaczyłem również dla historyków, filozofów, teologów, ekonomistów i architektów, a incydentalnie także dla przedstawicieli innych dziedzin, publikujących w pismach krajowych i zagranicznych lub wykładających po angielsku.

Zdarza się, że recenzenci przekazują pozytywne uwagi na temat warstwy pisarskiej tekstu w języku angielskim, a sami Autorzy należą do grona najbardziej zadowolonych klientów — między innymi dlatego, że ze względu na swoje własne kwalifikacje są w stanie rozpoznać i docenić jakość dobrego tłumaczenia oraz są świadomi wiedzy i umiejętności, jakich ono wymaga. Oczywiście proces recenzji nie zawsze jest bezkolizyjny, co wynika między innymi z wad modelu peer review, w którym recenzent jest anonimowy i nie ponosi odpowiedzialności za swoją pracę, a „równy” profesorowi może w skrajnych przypadkach być początkujący doktorant, gdzie dodatkowo sporo recenzentów nie zdaje sobie sprawy z ograniczeń swojej znajomości angielskiego albo je ukrywa. Również w takich przypadkach towarzyszę klientom, a co przy tym czasem przejdziemy, to długo można by opowiadać (choć zdrowiej byłoby zapomnieć).

Oprócz tekstów dotyczących działalności uczelni i uczonych tłumaczyłem również takie związane z działalnością szkolnictwa na wcześniejszych etapach kształcenia, innych instytucji edukacyjnych, muzeów i organizatorów wydarzeń kulturalnych, a także teksty, które można byłoby określić jako popularnonaukowe.