Biuro tłumaczeń

Drogi właścicielu, pracowniku biura tłumaczeń,

choć moim pierwszym klientem był klient bezpośredni, z biurami tłumaczeń współpracuję już od zmiany zawodu na początku 2009 r. (wcześniej byłem prawnikiem), czyli w tej chwili od nieco ponad 12 lat.

Na podstronie z opiniami możesz sprawdzić, w jaki sposób przedstawiciele zaprzyjaźnionych biur na przestrzeni lat oceniali naszą współpracę i co uznali w niej za ważne.

Znajdziesz tam również wypowiedzi tłumaczy indywidualnych, czyli osób również z branży, często cenionych anglistów i native speakerów, będących w stanie ocenić nie tylko atmosferę współpracy, lecz również poziom samego tłumaczenia.

Moja oferta skierowana jest do tych biur, które chcą podbić serca klientów czymś innym niż najniżsą stawką, rabatami na zawołanie i pozwalaniem sobie wchodzić na głowę — a może do raczej biur, które celują w inny rodzaj klientów i inną atmosferę współpracy, mają inną wizję działalności.

Taki „inny rodzaj klientów” chciałbym, aby każdemu zaprzyjaźnionemu biuru nasza współpraca ze mną pomagała do siebie przyciągnąć, przekonać i utrzymać, z polecenia tych zadowolonych zdobywać kolejnych, a przez to móc w zdrowej atmosferze rozwijać działalność albo po prostu zarabiać na życie i cieszyć się swoją pracą na co dzień.

Zapraszam!

Łukasz Gos-Furmankiewicz
tłumacz pisemny języka angielskiego

Potrzebujesz tłumaczenia prawniczego lub biznesowego „na wczoraj”?

Wyślij tekst (lg@lukaszgos.pl) i zadzwoń (509930780) — koniecznie jedno i drugie.

Atakując z dwóch stron, złapiesz mnie najszybciej. Mając tekst do wglądu na poczcie, będę mógł od razu dać Ci odpowiedź. Najczęściej pozytywną, o ile budżet przewiduje stawkę ekspresową, a termin zakłada np. 20–30, a nie 60 stron na jutro.

Prawo, biznes, władze publiczne

Jestem doświadczonym tłumaczem pisemnym języka angielskiego, mającym spore wykształcenie prawnicze. Tłumaczę przede wszystkim na potrzeby firm, władz, uczelni, instytucji, przedstawicieli nauki i wolnych zawodów. Nie tylko teksty stricte prawnicze, lecz ogólnie związane z ich działalnością, a przez to często klasyfikowane w biurach tłumaczeń raczej według obszaru działalności takiej firmy: budownictwo, energetyka, informatyka, handel itd. I słusznie, bo prawa nie stosuje się w próżni, tylko w realnym życiu gospodarczym i w życiu publicznym. W tekstach interdyscyplinarnych — a takich w sprawach publicznych jest dużo — dość często zahaczam o filozofię, historię i kulturę. Z drugiej strony nie boję się również tekstów na styku z techniką, a tak właśnie najczęściej wygląda prawo i zarządzanie u podmiotów gospodarczych. Najlepszym przykładem jest właśnie to, jak trudno czasem z pozycji pracownika biura tłumaczeń sklasyfikować tekst jako prawniczy, a może biznesowy, a może właśnie z zakresu budownictwa, energetyki, informatyki itd. Bo to się wszystko ze sobą łączy i przeplata.

Zamiast native speakera

Z moich usług korzystają klienci — także anglojęzyczny — potrzebujący tłumaczeń na angielski przeznaczonych do czytania przez native speakerów, w tym do zastosowań marketingowych i poważnych publikacji naukowych. Trudność w znalezieniu kogoś, kto przetłumaczy tekst na „natywną” angielszczyznę (porównujemy z native speakerem profesjonalnie piszącym, a takiego znaleźć jest jeszcze trudniej), rozumiejąc jednocześnie w pełni oryginał polski (z tym zawsze są problemy), powoduje, że zaprzyjaźnione biura proszą czasem o tłumaczenie tekstów odbiegającymi od tematyki, którą zazwyczaj się zajmuję.

Z drugiej strony mam też doświadczenie w tłumaczeniu tekstów pod kątem czytelników, dla których angielski nie jest językiem ojczystym, a nawet nie jest im znany w stopniu biegłym.

Dużo tutaj daje — w zakresie praktycznego doświadczenia — właśnie to skupienie się na angielskim, z pominięciem innych języków.

Tłumacz pisemny

Swój zawód określam jako „tłumacz pisemny”, analogicznie jak część osób definiuje się jako „tłumacz ustny” lub „tłumacz konferencyjny”, sygnalizując, że tłumaczeniem ustnym zajmują się cały czas, a nie w przerwach między pisemnymi. Ja mam tak samo, tylko w drugą stronę. I to radykalnie. Dlatego nie wykonuję tłumaczeń ustnych, a nawet korekt i redakcji. Tylko tłumaczenie pisemne. Jestem po prostu człowiekiem od tłumaczeń pisemnych.

Być może „pisemny anglista dla firm, kancelarii i urzędów” brzmi nieco nudnie, ale jeśli potrzebujesz tłumaczenia tekstu na angielski albo z angielskiego dla tego typu klienta, to właśnie po to jestem.

Dzięki temu do pisemnych PL-EN i EN-PL związanych z działalnością firm, urzędów i wolnych zawodów możesz mieć kogoś, kto zajmuje się wyłącznie tym i całe jego doświadczenie na tym się koncentruje — zamiast kropli w morzu języków, tematów i rodzajów tłumaczenia.

Jak wygląda nasza współpraca?

Staram się ułatwić biuru życie, zminimalizować wyboje na wspólnej drodze, dopiąć wszystko na ostatni guzik po swojej stronie, ograniczyć pytania i prośby do niezbędnych (ale pytać, gdy trzeba, zamiast bez sensu zgadywać i ryzykować w charakterystycznej, niestety, dla wielu tłumaczy i biur obawie przed zadawaniem klientom pytań), raczej rozwiązywać problemy, niż je stwarzać, unikać opóźnień, nie przysparzać pracy korektorom, nie dawać klientom powodów do zgłaszania reklamacji. A także po prostu oddawać jak najlepsze tłumaczenia, aby klienci byli zadowoleni, płacili chętnie, wracali po więcej i polecali biuro innym firmom. O to przecież chodzi w działalności biura tłumaczeń. 🙂
Dlatego myślę, że jestem dobrym partnerem dla tych pracowników biur, którzy — choć są zaangażowani i zależy im na dobrym wykonywaniu swojej pracy — lubią w miarę możliwości szybko, łatwo i prosto przydzielić tekst komuś, do kogo mają zaufanie, a potem mieć spokój i tylko sprawdzić pocztę w dniu terminu. A kontakt z tłumaczem mieć dobry, przyjazny i wręcz nieco na luzie. I współpracować z kimś, kto ich rozumie i jest im życzliwy.