Kanonista

T ak, Ty też istniejesz i też jesteś prawnikiem, tylko trochę… specyficznym. W swojej pracy operujesz jednym z najbardziej zaawansowanych technicznie systemów prawnych, jaki wydała ludzkość (opierając się przynajmniej w części na prawie objawionym pozytywnym i na prawie naturalnym, bo przecież nie wszystkie normy są pochodzenia czysto eklezjalnego) i jednocześnie… zakazującym nadmiernie formalistycznego stosowania samego siebie.

Oczywiście na co dzień (o ile w ogóle) operujesz nie dekretałami Gracjana, lecz CIC 1983 w porywach do CIC 1917 (porównawczo/historycznie) i czasami CICO 1990, ale tak czy owak wszystko działa nieco inaczej.

W swojej pracy często musisz odwoływać się do podstaw teologicznych, argumentacji filozoficznej i etycznej, a jeśli zajmujesz się procesami małżeńskimi, to i ludzkiej psychologii — no bo wiadomo, że wówczas 90% tej pracy to kanon 1095, a 90% reszty do symulacja, podstęp i przymus.

Truizmem byłoby stwierdzenie, że sporo jest łaciny.

Szczęśliwie, mając to wszystko na uwadze, jestem w stanie Ci pomóc.

Dlaczego ja?

Oczywiście w normalnym życiu świeckim trudno jest znaleźć tłumacza mającego obszerne doświadczenie w tłumaczeniu konkretnie prawa kanonicznego. Jestem jednak doświadczonym tłumaczem prawniczym, w tym tekstów doktrynalnych na wysokim poziomie abstrakcji i bardzo technicznych uzasadnień sądów krajowych wysokich instancji i sądów międzynarodowych, wykonującym również tłumaczenia tekstów naukowych (na poziomie profesorskim) z zakresu filozofii, teologii i etyki. Zajmując się innymi niż kanonistyka dziedzinami prawa miałem okazję np. tłumaczyć Akwinatę z łaciny (jeszcze kilka lat temu tłumaczyłem też łacinę zawodowo), więc terminologia, a ostatecznie cytaty, nie są barierą. Podobnie zagadnienia teologiczne i wchodzące w grę elementy psychologii.

Małżeńskim prawem kanonicznym interesuję się z kolei już od czasu studiów prawniczych prawie 20 lat temu (zaczęło się od konwersatorium na Warszawskim, które prowadził profesor z UKSW), przy czym zdecydowanie więcej czytam po angielsku niż po polsku. Stąd też zresztą tłumaczenie na angielski mogłoby być dla mnie, paradoksalnie, łatwiejsze.

Jestem też osobą, która ze względów moralnych i religijnych czuje powagę tematu. Dlatego zresztą proszę, aby osoby mające na stronach kancelarii pod nagłówkiem „adwokat kościelny” teksty o „rozwodach kościelnych”* nie kontaktowały się ze mną, podobnie jak osoby roztaczające przed klientami fałszywe (sprzeczne z instrukcjami papieskimi i wyrokami rotalnymi) wizje o tym, jak łatwo jest uzyskać stwierdzenie nieważności, w tym na podstawie absurdów typu dojrzałość emocjonalna u czterdziestolatka na poziomie trzydziestu lat. Mógłbym zareagować nieco jak św. Mikołaj z ikony przedstawiającej „dyskusję” z Ariuszem na soborze nicejskim.

(* Oczywiście przywilej pawłowy, przywilej piotrowy i dyspensa od ratum et non consummatum rzeczywiście są rozwiązaniem małżeństwa, ale wiadomo, że w 99,99% przypadków nie o tym mówimy).